Dodano: 04.03.2015 r.

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE
15 – 17 .03. 2015 roku
Czerwińsk nad Wisłą
REKOLEKCJONISTA KS. ROMUALD PERKA SDB
15. III. 2015 r. Niedziela
Msze Św. 7.00, 8.30, 10.00 /Gorzkie żale/, 11.30, 17.00 - kazania z nauką ogólną.
16.30 Nabożeństwo
16. III. 2015 r. Poniedziałek
Msze Św. 7.00, 10.00, 18.00 – kazania z nauką ogólną
8.10 Msza Św. /szkolna dla dzieci szkoły podstawowej i młodzieży gimnazjalnej/
12.00 Msza Św. /szkolna dla młodzieży - szkoła średnia/
17.30 Nabożeństwo
/Kancelaria parafialna - nieczynna/
17. III. 2015 r. Wtorek
Msze Św. 7.00, 10.00, 18.00 - kazania z nauką ogólną
8.10 Msza Św. /szkolna dla dzieci szkoły podstawowej i młodzieży gimnazjalnej/
12.00 Msza Św. / szkolna dla młodzieży - szkoła średnia/
17.30 Nabożeństwo
Sakrament pokuty i pojednania (spowiedź) sprawowany będzie od niedzieli do wtorku podczas każdej Mszy Św.
***********************************************
Ku dobrej spowiedzi
Ku dobrej spowiedzi (1): Kilka kwestii wstępnych
W dniach rekolekcji wielkopostnych i w czasie poprzedzających Święta Wielkanocne proponuję cykl refleksji dotyczących Sakramentu Pokuty. Przedświąteczne porządki w domu są ważne. Porządki w sercu – dobra spowiedź – najważniejsze!
Kilka kwestii wstępnych.
Niekiedy dają się słyszeć takie głosy: „Ja się spowiadam przed Panem Bogiem. Nie będę się spowiadać przed księdzem”.
Pan Bóg tak sprawy ułożył, że sami sobie nie możemy dać zbawienia. Zbawienie jest suwerennym darem Boga i przychodzi do nas przez ludzi. Na przykład nikt z nas nie może sam sobie udzielić Chrztu czy innych sakramentów. We wspólnocie Kościoła jedni drugim służymy. Człowiek jest ważny. Najważniejszy i ponad wszystkim jest Pan Bóg, ale działa przez naszych bliźnich, abyśmy mogli cieszyć się darem zbawienia. W Sakramencie Pokuty, w którym mamy do czynienia z pośrednictwem kapłana, Pan Jezus odpuszcza nam grzechy.
Są dwie różniące się od siebie kwestie: ważność i owocność.
Do ważnego rozgrzeszenia ze strony kapłana wystarczy, aby był ważnie wyświęconym kapłanem, nie miał przeszkody kanonicznej (kary), miał upoważnienie kompetentnej władzy (ordynariusza), właściwie wypowiedział formułę rozgrzeszenia oraz – rozgrzeszając – miał intencję czynienia tego, co czyni Kościół. W niebezpieczeństwie śmierci ważnie rozgrzesza każdy kapłan, nawet ten, który pozostaje w karach kościelnych lub został przeniesiony do stanu świeckiego (kapłanem być nie przestaje, święcenia kapłańskie są nieusuwalne). Ważnie rozgrzesza każdy kapłan spełniający powyższe warunki, choćby sam był w grzechu ciężkim (co nie daj Boże), bo ważność sakramentu nie zależy od świętości szafarza (skutek ex opere operato).
Oczywiście, kapłan powinien żyć w stanie łaski uświęcającej, powinien być święty. Wtedy, gdy tak jest, spełnia on swoją posługę bardziej owocnie. Tak o tym poucza Kościół:
„Sama zaś świętość prezbiterów wiele wnosi do owocnego wypełniania ich posługi. Jakkolwiek bowiem łaska Boża może dokonywać dzieła zbawienia przez niegodnych także szafarzy, to jednak Bóg woli okazywać swoje cudowne dzieła zwykłą drogą przez tych, którzy stawszy się bardziej uległymi poruszeniom i kierownictwu Ducha Świętego, mogą ze względu na swe ścisłe zjednoczenie z Chrystusem i świętość życia powiedzieć z Apostołem: «I żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus» (Gal 2, 20)” (Sobór Watykański II, Dekret o posłudze i życiu kapłanów Presbyterorum ordinis, 12).
Czy księża wymyślili Sakrament Pokuty?
Sakrament Pokuty ustanowił Pan Jezus. I złożył ten dar w ludzkie ręce. Pośrednictwo człowieka – kapłana – w naszym jednaniu się z Bogiem jest zamierzone przez Chrystusa. Na ten temat mówi nam Pismo święte przynajmniej w trzech miejscach:
* Rozmowa ze św. Piotrem. „Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»” (Mt 16, 17-19).
* Spotkanie z uczniami. „Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»” (J 20, 19-23).
* Polecenie św. Jakuba. „Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy” (Jk 5, 16).
W podejściu z wiarą do Sakramentu Pokuty mogą nam być pomocne jeszcze inne teksty biblijne:
* „Nie zazna szczęścia, kto błędy swe ukrywa;
kto je wyznaje, porzuca – ten miłosierdzia dostąpi”
(Prz 28, 13).
* „Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu,
to samych siebie oszukujemy
i nie ma w nas prawdy.
Jeżeli wyznajemy nasze grzechy,
Bóg jako wierny i sprawiedliwy
odpuści je nam
i oczyści nas z wszelkiej nieprawości”
(1 J 1, 8-9).
Pan Jezus ustanowił Sakrament Pokuty. Z ustanowienia Chrystusa pośrednictwo ludzkie umożliwia nam przyjęcie daru zbawienia. I sami szafarze Sakramentu Pokuty – biskupi i kapłani – też się spowiadają.
Panie Jezu, pomóż nam z wiarą i wdzięcznością cieszyć się Twoim darem zbawienia, którego hojnie udzielasz nam przez Kościół, przez kapłana – w Sakramencie Pokuty.
„Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela:
«W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie,
w ciszy i ufności leży wasza siła».
Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę,
i dlatego stoi, by się zlitować nad wami,
bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem.
Szczęśliwi wszyscy, którzy w Nim ufają!”
(Iz 30, 15.18).
Ks. Jacek Bałemba SDB
Ku dobrej spowiedzi (2): Celebracja Sakramentu Pokuty
Sakrament Pokuty jest świętym obrzędem, jest spotkaniem z Panem Bogiem bogatym w miłosierdzie. Dlatego ważne jest, aby zarówno postawa naszego serca, jak i staranne przygotowanie, i przebieg celebracji, odpowiadały godności tego sakramentu. Dotyczy to zarówno spowiednika, jak i penitenta.
Przystępując do spowiedzi. Mówię do Pana Boga. Ale jako penitent muszę uwzględnić, że słucha mnie spowiednik (kapłan, biskup lub papież). Mówię zatem wyraźnie a wyznania grzechów dokonuję w sposób klarowny i jednoznaczny – nie ogólnikowy. Przed wyznaniem grzechów można powiedzieć krótko, kim jestem (np. uczniem, studentem, mężem, ojcem, żoną, matką, osobą samotną…). Nigdy nie przedstawiamy się personalnie – nawet tylko z imienia.
Należy potem podać wyraźnie i krótko trzy kwestie:
* kiedy ostatni raz byłem u spowiedzi,
* czy odprawiłem pokutę zadaną na poprzedniej spowiedzi,
* czy nie zataiłem jakiegoś grzechu przy poprzednich spowiedziach (do poważnej kwestii zatajenia grzechu przyjdzie nam jeszcze powrócić).
Dopiero później wyznaję swoje grzechy. Odchodząc od konfesjonału wypada spowiednikowi podziękować słowami „Bóg zapłać” – taki wyraz kultury osobistej wobec spowiednika dobrze świadczy o penitencie.
Zalecaną przez Kościół lekturę fragmentu Pisma świętego dobrze jest zrealizować we własnym zakresie, jeszcze przed spowiedzią, bo kapłani zwykle nie czytają Biblii podczas celebracji Sakramentu Pojednania. Można wybrać np. Ps 51(50) lub Łk 15, albo J 8, 1-11.
Przebieg celebracji:
* Penitent klęka przy konfesjonale i mówi: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
* Spowiednik odpowiada: Na wieki wieków. Amen.
Może krótkimi słowami zachęcić penitenta do ufności w Miłosierdzie Boże.
* Penitent żegna się: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. Jestem… U spowiedzi ostatni raz byłem… Pokutę odprawiłem (lub: nie), grzechu nie zataiłem (lub: zataiłem), obraziłem Pana Boga następującymi grzechami…
Teraz wyznaje grzechy. Następnie mówi: Więcej grzechów nie pamiętam. Za wszystkie grzechy serdecznie żałuję i postanawiam poprawę a ciebie, ojcze duchowny, proszę o naukę, pokutę i rozgrzeszenie (lub: o pojednanie mnie z Bogiem i Kościołem).
* Spowiednik udziela nauki, ewentualnie stawia konieczne czy pomocne pytania, po czym zadaje pokutę do odprawienia i udziela rozgrzeszenia:
Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca + i Syna, + i Ducha Świętego.
* Penitent, w czasie gdy spowiednik udziela rozgrzeszenia, żałuje za grzechy bijąc się w piersi i mówi po cichu: Boże bądź miłościw mnie grzesznemu. Gdy kapłan kończy wypowiadać formułę rozgrzeszenia, penitent odpowiada: Amen.
* Spowiednik: Wysławiajmy Pana, bo jest dobry.
* Penitent: Bo Jego miłosierdzie trwa na wieki.
* Spowiednik: Pan odpuścił Tobie grzechy. Idź w pokoju.
* Penitent mówi: Bóg zapłać. Odchodzi od konfesjonału.
Szlachetnym zwyczajem jest ucałowanie kapłańskiej stuły (wiele o jej mocy mogliby powiedzieć egzorcyści).
Penitent idzie przed ołtarz, aby w skupieniu podziękować Panu Bogu za łaskę przebaczenia. Może to uczynić na przykład tekstem Psalmu 32(31) lub z najwyższą czcią trzykrotnie uwielbiając Pana Boga słowami: Chwała Ojcu i Synowi, Duchowi Świętemu jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen. Można też skorzystać z formuł dziękczynnych zamieszczonych w katolickich modlitewnikach.
Następnie penitent dokładnie odprawia pokutę zadaną przez spowiednika.
Ks. Jacek Bałemba SDB
Ku dobrej spowiedzi (3): Rachunek sumienia
Do spowiedzi trzeba się przygotować! To oczywiste. Nieporozumieniem byłoby zaraz po wejściu do kościoła rozglądać się za najkrótszą kolejką do konfesjonału, aby jak najszybciej się wyspowiadać. Demon pośpiechu może nas łatwo zwodzić. Sprawy Boże należy traktować poważnie, z szacunkiem i bez pośpiechu.
Kościół nam jasno i wyraźnie mówi o tym, co jest konieczne, aby Sakrament Pokuty przyjąć ważnie i godnie. Chodzi tu o pięć warunków dobrej spowiedzi:
1. Rachunek sumienia.
2. Żal za grzechy.
3. Mocne postanowienie poprawy.
4. Wyznanie grzechów czyli szczera spowiedź.
5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu.
Te pięć warunków powinniśmy wypełnić najlepiej, jak możemy – starannie.
Pierwszym warunkiem jest rachunek sumienia. Trzeba dokładnie poznać stan swojego sumienia. Trzeba przeanalizować swoje życie pod kątem 10 Przykazań Bożych i 5 Przykazań Kościelnych, przykazania miłości Boga i bliźniego oraz pod kątem wiary, nadziei i miłości. Tutaj diabeł nas łatwo zwodzi, bo często uważamy się za, w gruncie rzeczy, porządnych ludzi. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo przez nasze grzechy naruszamy życiodajną więź miłości z Panem Bogiem!
Koniecznie przed rachunkiem sumienia pomódlmy się do Ducha Świętego – choćby najprostszym wezwaniem Przyjdź, Duchu Święty! Prosimy, aby nam pomógł dokładnie i szczegółowo przypomnieć sobie wszystkie nasze grzechy, zaniedbania, niewierności – aby to, co jest ukryte w ciemnościach naszej pamięci czy niepamięci, klarownie wydobył do światła.
2 pytania wstępne:
Czy dokładnie odprawiłem pokutę, którą spowiednik zadał mi przy poprzedniej spowiedzi?
Czy nie zataiłem jakiegoś grzechu przy moich poprzednich spowiedziach?
2 pytania podstawowe:
Jak wyglądała moja modlitwa?
Jak wyglądało moje uczestnictwo we Mszy świętej?
Analizuję swoje życie w świetle 10 Przykazań Bożych i 5 Przykazań Kościelnych oraz przykazania miłości Boga i bliźniego.
Sięgając pamięcią do okresu od ostatniej ważnej spowiedzi, dokładnie trzeba przeanalizować swoje wnętrze: myśli, pragnienia, wyobrażenia, pożądania, postawy, decyzje. Analizuję czy nie używałem do grzesznych celów mojego rozumu i moich zmysłów: wzroku, słuchu, dotyku, smaku, powonienia.
Analizuję słowa – wypowiadane (pisane) do bliźnich i do Pana Boga.
Przypominam sobie dokładnie swoje czyny – wobec bliźnich, Pana Boga, nas samych. Czy ktoś nie cierpiał/cierpi z powodu moich win?
Przyglądam się także uważnie, jak podchodzę do moich zadań życiowych, jak wywiązuję się z moich codziennych obowiązków domowych, zawodowych, szkolnych, związanych z moim powołaniem itp..
Pomyślę także uważnie czy nie zaniedbałem jakiegoś dobra, które mogłem spełnić a nie spełniłem – to jest grzech zaniedbania.
Konieczne jest rozliczenie się z pracy nad sobą, z walki z wadami, jakimi są:
1. Pycha.
2. Chciwość.
3. Nieczystość.
4. Zazdrość.
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.
6. Gniew.
7. Lenistwo.
Z racji na natarczywe rozpowszechnianie w mass mediach niemoralnych wzorców, poglądów i zachowań trzeba zwracać dzisiaj szczególną uwagę na klarowną ocenę moralną i wyraźną dezaprobatę niezwykle ciężkich, obrażających Pana Boga grzechów w zakresie VI Przykazania Bożego oraz przeciwko życiu ludzkiemu. Do nich należą na przykład: związki nieformalne, pornografia, masturbacja, sodomia (grzechy homoseksualne), stosowanie środków wczesnoporonnych (aborcja), w małżeństwie – antykoncepcja (np. środki antykoncepcyjne, stosunek przerywany), śmiercionośna procedura in vitro itp..
Analizujemy także czy nie popełnialiśmy tzw. grzechów cudzych, do których należą:
1. Do grzechu radzić.
2. Grzech nakazywać.
3. Na grzech drugich zezwalać.
4. Innych do grzechu pobudzać.
5. Grzech drugich pochwalać.
6. Na grzech drugich milczeć.
7. Grzechu nie karać.
8. Do grzechu drugiemu pomagać.
9. Grzechu innych bronić.
Są jeszcze wyjątkowo ciężkie grzechy – tzw. grzechy wołające o pomstę do nieba:
1. Umyślne zabójstwo.
2. Grzech sodomski.
3. Uciskanie ubogich, wdów, sierot.
4. Zatrzymanie zapłaty robotnikom.
Do dokładnego rachunku sumienia możemy posłużyć się katolickimi schematami, zamieszczonymi np. w niektórych książeczkach do nabożeństwa lub wydanych osobno. Piszę katolickimi, bo bywają – niestety – i takie schematy, które z racji ogólnikowości mogą raczej usypiać sumienie niż je rozbudzać, uwrażliwiać i uczyć klarowności szczegółowych rozróżnień we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia. Do jednego z lepszych rachunków sumienia można zaliczyć osobno wydany rozbudowany schemat autorstwa ks. dr. Włodzimierza Cyrana.
Niekiedy można usłyszeć czy wyczytać takie błędne a ładnie brzmiące sformułowania, wypowiadane czy pisane w kontekście przygotowania do Sakramentu Pokuty: „Pan Bóg nie jest buchalterem, który żąda szczegółowych rozliczeń. Pan Bóg jest kochającym Ojcem”. Niestety, przez takie nieodpowiedzialne twierdzenia, które jakoby miały zwalniać nas od szczegółowego rachunku sumienia, można komuś czy samemu sobie „zafundować” nawet na kilkadziesiąt lat jedno pasmo świętokradzkich spowiedzi i Komunii Świętych. Problem wagi najpoważniejszej! Igranie z niebezpieczeństwem wiecznego potępienia.
Krótko: do spowiedzi należy przygotowywać się dokładnie i szczegółowo. Tego uczą nas Święci – jakaż u nich wrażliwość sumienia! Trzeba na to przygotowanie poświęcić uczciwie trochę czasu – w domu lub w kościele, ale nie chybcika, stojąc już w kolejce do konfesjonału. Precz z demonem pośpiechu! Traktujemy Pana Jezusa obecnego w Sakramencie Pokuty poważnie. On nas traktuje poważnie. To spotkanie wymaga przygotowania. I miłości. A miłość zwraca uwagę na szczegóły.
Jedna uwaga praktyczna: zrobienie dokładnego rachunku sumienia nie jest łatwe, wymaga trudu. Łatwiej nam będzie przygotować się do spowiedzi, gdy nabierzemy wprawy poprzez codzienny wieczorny rachunek sumienia – z danego dnia.
Ks. Jacek Bałemba SDB
Ku dobrej spowiedzi (4): Żal za grzechy
Do spowiedzi trzeba się przygotować. Na to przygotowanie trzeba poświęcić czas. Po modlitwie do Ducha Świętego i dokładnym rachunku sumienia wzbudzamy w swoim sercu żal za grzechy.
Żal za grzechy jest najważniejszym warunkiem spowiedzi. Jest on konieczny, aby Sakrament Pokuty był przyjęty ważnie, tzn. aby łaska przebaczenia skutecznie dotknęła mojego serca. Bez żalu za grzechy spowiedź jest nieważna, choćbyśmy spowiadali się dokładnie i szczerze, i choćby kapłan wypowiedział nad nami słowa rozgrzeszenia.
Może być żal niedoskonały (np. z obawy wiecznym potępieniem, przed piekłem). Żal niedoskonały jest naznaczony egoizmem i lękiem. Tam moje „ja” jest dominujące.
Natomiast żal doskonały wzbudzamy z miłości ku Panu Bogu. Tu moja postawa jest o wiele bardziej dojrzała: Bóg jest w centrum. Z miłości ku Niemu żałuję za popełnione zło i za zaniedbanie dobra. Kto kocha Pana Boga szczerze a nie deklaratywnie, ten nie ma z tym problemu.
Do ważnego przyjęcia Sakramentu Pokuty wystarczy żal niedoskonały, ale jest on absolutnym minimum. Zawsze warto uczynić pewien wysiłek duchowy, aby z pokorą zwrócić się do Boga i z miłości ku Niemu szczerze przeprosić Go za swoje grzechy.
Żal możemy wyrazić – najprościej – bijąc się w piersi i mówiąc „Boże, bądź miłościw mnie, grzesznemu” lub posługując się odpowiednimi modlitwami zamieszczonymi w katolickich modlitewnikach.
Pomocą w wyrażeniu żalu doskonałego mogą być na przykład: Psalm 51(50), rozważanie dobroci Boga i Męki Pana Jezusa, popatrzenie z miłością na Krzyż.
Pięknym i zachowującym pełną aktualność jest katechizmowy Akt żalu, który w zwartej formule wyraża istotę żalu doskonałego:
Ach żałuję za me złości
jedynie dla Twej miłości.
Bądź miłościw mnie, grzesznemu,
do poprawy dążącemu.
Żal za grzechy łączy się ściśle z mocnym postanowieniem poprawy.
Ks. Jacek Bałemba SDB
Ku dobrej spowiedzi (5): Mocne postanowienie poprawy
Jesteśmy w samym centrum poważnej problematyki dotyczącej Sakramentu Pokuty. Trzeba do tych kwestii podchodzić nie powierzchownie czy rutynowo, ale rzetelnie i uczciwie, a w szczerym kontakcie z Panem Bogiem na modlitwie dorastać do coraz bardziej dojrzałego przeżywania Sakramentu Pojednania.
Mówimy o postawach i decyzjach, które warunkują ważne i godne przyjęcie tego Sakramentu. Spowiedź to nie automat: przycisnę przycisk i wyskoczy batonik. Coś tam powiem i ksiądz rozgrzeszy. Coś tam powiem!
Do najistotniejszych warunków Sakramentu Pokuty należy – oprócz żalu za grzechy – mocne postanowienie poprawy.
Mocne postanowienie poprawy. Aby spowiedź była ważna, trzeba w swoim sercu wyraźnie postanowić poprawę, to znaczy podjąć wyraźną decyzję zerwania z grzechem i zerwania z okolicznościami, które mnie do grzechu prowadzą. Tu warto przypomnieć, że samo dobrowolne narażanie się na grzech ciężki już jest grzechem ciężkim.
Mocne postanowienie poprawy to decyzja – wybór dobra i tylko dobra. To muszę Panu Bogu jasno i szczerze powiedzieć: Panie Boże, nie chcę więcej grzeszyć, chcę czynić dobro i tylko dobro.
Niedorzecznością byłoby domaganie się od spowiednika rozgrzeszenia, kiedy nie ma się najmniejszej woli zmiany życia. Tak może się zdarzyć na przykład w coraz częściej spotykanych sytuacjach zamieszkania młodych razem przed ślubem albo w ogóle bez ślubu. Przed Wielkanocą przylecą do spowiedzi. Po co? Albo: jak ktoś kradł, tak dalej myśli kraść. Jak oszukiwał na podatkach, tak nie myśli z tym zerwać. Jak znieważał swoich domowników, tak nie myśli się zmienić. Jak stosował/-a środki antykoncepcyjne, tak nie myśli o najmniejszej zmianie tego destrukcyjnego procederu. Jak narażał się na takie czy inne grzechy, tak nie myśli o tym, aby unikać bliskich okazji do grzechu. Jak nie modlił się, tak dalej nie myśli modlić się. Jak zaniedbywał uczestnictwo w niedzielnej Mszy Świętej, tak dalej nie myśli o regularnym w niej uczestnictwie. Może być wiele innych sytuacji.
Z bezwstydnym czołem domagać się rozgrzeszenia w takich sytuacjach, może jeszcze z deklaracją, że przecież „jestem katolikiem”, byłoby zaprzeczeniem wiary i znakiem głębokiego niedorozwoju duchowego.
Powiedzmy to jasno: sytuacja bezmyślności i stawiania grzechu i własnych grzesznych przywiązań ponad Pana Boga i Jego Wolę dyskwalifikuje katolika od sakramentalnego rozgrzeszenia – nie z kaprysu spowiednika, ale z braku dyspozycji penitenta!
Tu uwaga: takie wybrakowane spowiedzi mogą się zdarzyć – nie tylko – przy okazjonalnych, pospiesznych, na chybcika odprawianych spowiedziach np. z okazji czyjegoś ślubu, pogrzebu czy chrztu, „bo chciałbym przystąpić do Komunii” albo „bo mam być chrzestnym/chrzestną”. Lepiej wtedy nie przychodzić do konfesjonału. Jeszcze lepiej jest nawrócić się szczerze!
Jeśli ktoś deklarowałby wobec spowiednika gotowość przemiany życia, ale w sercu wcale o tym nie myślał, to oczywiście nawet jeśli kapłan w dobrej wierze wypowie słowa rozgrzeszenia, to jest to spowiedź świętokradzka a więc nieważna – rozgrzeszenie nie nastąpiło. Co więcej – wtedy penitent obciążył swoje sumienie jeszcze dodatkowym grzechem kłamstwa oraz znieważenia Sakramentu.
Są to sprawy poważne i zdaje się, że częste nauczanie na ten temat jest dzisiaj konieczne, abyśmy, myśląc o spowiedzi, nie ugrzęźli w lekkomyślnie powtarzanych kilku niezobowiązujących ogólnikach o miłosierdziu Bożym.
Powiedzmy to jasno i wyraźnie: do ważnego rozgrzeszenia konieczna jest szczera wewnętrzna dyspozycja – decyzja poprawy swojego postępowania, decyzja unikania grzechu, decyzja zerwania z grzesznymi przywiązaniami, decyzja unikania niebezpiecznych okazji do grzechu, decyzja naprawienia wyrządzonego zła. Taka postawa jest oznaką szczerego nawrócenia, jest wyrazem wiary. Tak przyjmuje Sakrament Pokuty katolik dojrzały duchowo.
Ks. Jacek Bałemba SDB
Ku dobrej spowiedzi (6): Wyznanie grzechów czyli szczera spowiedź
Do spowiedzi trzeba się przygotować! Po pokornej modlitwie, po dokładnym rachunku sumienia, szczerym żalu za grzechy i mocnym postanowieniu poprawy możemy spokojnie zbliżyć się do konfesjonału, aby szczerze wyznać swoje grzechy. Nie spieszmy się!
Kodeks Prawa Kanonicznego stanowi:
„Kan. 960. Indywidualna i integralna spowiedź oraz rozgrzeszenie stanowią jedyny zwyczajny sposób, przez który wierny, świadomy grzechu ciężkiego, dostępuje pojednania z Bogiem i Kościołem.
Kan. 988 § 1. Wierny jest obowiązany wyznać co do liczby i rodzaju wszelkie grzechy ciężkie popełnione po chrzcie, a jeszcze przez władzę kluczy Kościoła bezpośrednio nie odpuszczone i nie wyznane w indywidualnej spowiedzi, które sobie przypomina po dokładnym rachunku sumienia.
§ 2. Zaleca się wiernym, by wyznawali także grzechy powszednie”.
Zatem: aby spowiedź była ważna, trzeba wyznać dokładnie wszystkie swoje grzechy ciężkie. Jest to obowiązek integralności wyznania. Należy dokładnie wyznać grzechy uwzględniając trzy aspekty:
* Jakie grzechy?
* W jakich okolicznościach popełnione?
* Ile razy?
Podajemy więc dokładnie: rodzaj grzechu, ważniejsze okoliczności i liczbę.
Obowiązek pełnej integralności wyznania dotyczy wszystkich grzechów ciężkich.
Nie utrudniajmy spowiednikowi pracy spowiadając się ogólnikowo. Wtedy spowiednik ma obowiązek postawienia pytań.
Spowiadamy się wyraźnie i na tyle głośno, aby spowiednik mógł dokładnie usłyszeć nasze wyznanie.
Diabeł kusi przy spowiedzi:
* do ogólnikowych wyznań,
* do fałszywego wstydu, przemilczania niektórych grzechów,
* do odkładania na później pewnych kwestii (np. do następnej spowiedzi),
* do przewrotnego wykorzystania okoliczności (np. powiem jakiś trudny do wyznania grzech, gdy organy głośniej zagrają, albo powiem ciszej i niewyraźnie, zwłaszcza, gdy spowiednik nie ma idealnego słuchu).
Mogą być i inne przemyślne pułapki złego. Uważajmy, bo diabeł ma w tym interes, aby nasze spowiedzi nie były dobrze odprawiane. Na ten temat wielokrotnie z troską mówił do młodzieży św. Jan Bosko.
Diabła tutaj zwyciężamy pełną szczerością i odważną klarownością wyznania. Najprościej. W tym przypadku szczerość ma moc egzorcyzmującą – przeciwnik ucieka.
Jakim dobrodziejstwem jest szczera spowiedź! Przynosi pokój serca.
Dwie uwagi:
* Spowiadamy się tylko ze swoich własnych grzechów. Nigdy z cudzych! :)
* Podczas spowiedzi wyznajemy swoje grzechy a nigdy nie chwalimy się swoimi osiągnięciami i zasługami. Humorystycznie brzmiałaby na przykład taka wypowiedź: „Do kościoła chodzę, pacierz mówię, więcej grzechów nie pamiętam”.
In breve: Szczera spowiedź czyli wyznanie grzechów. Mamy obowiązek wyznać w konfesjonale wszystkie grzechy ciężkie. Wyznawajmy także grzechy powszednie, tym bardziej, że niestety coraz więcej osób zatraca wrażliwość sumienia i to, co jest grzechem ciężkim, traktują jak sprawę błahą. Przy wyznawaniu grzechów ciężkich obowiązuje nas tzw. integralność wyznania czyli całościowość. Co to znaczy? Mamy wyznać dokładnie wszystkie grzechy podając spowiednikowi trzy sprawy: jaki grzech, ważniejsze okoliczności i liczbę grzechów.
Trzymajmy się z wielką dokładnością tych zasad, aby kapłan nie musiał się dopytywać i abyśmy ustrzegli się niebezpieczeństwa świętokradzkiej spowiedzi. Zawsze spowiadajmy się dokładnie i szczerze, tak jakby to była ostatnia spowiedź w naszym życiu. Bezpieczna i dobroczynna zasada. Mobilizująca!
Ks. Jacek Bałemba SDB
********************************************************
Po co komu rekolekcje?
Przychodzi Wielki Post i w kościele słyszymy stare jak świat ogłoszenie: „w takich, a takich dniach, w naszej parafii odbędą się rekolekcje wielkopostne”. Reagujemy dość spokojnie, wiedząc, że rekolekcje w Wielkim Poście to coś normalnego. Problem jednak polega na tym, czy wziąć w nich udział. Niektórzy uważają, że rekolekcje to zwykła praktyka wielkopostna, na którą zwołuje się ludzi po to, by im przemówić do rozumu. Inni znów widzą w nich, ciągnące się w nieskończoność nauki, w których powtarza się w kółko to samo. Są wreszcie i tacy, którzy nie dadzą się nabrać na groźbę piekła, czy wiecznego potępienia, którymi zwykło się straszyć uczestników rekolekcji. Myślę również, że niektórzy ludzie swój udział w rekolekcjach uzależniają także od własnego nastroju, sytuacji życiowej, poziomu religijności, jaki reprezentują oraz z tzw.: „potrzeby serca”.
Wielu z nas jednak zanim podejmie decyzję pójścia do kościoła na rekolekcje wielkopostne, powinno zadać sobie pytanie: „Po co one właściwie są?”.
Odpowiadając na to pytanie, chciałbym najpierw określić, czym na pewno nie są rekolekcje wielkopostne. To bowiem pomoże nam lepiej zrozumieć sens i praktykowanie rekolekcji świętych w Kościele.
Rekolekcje na pewno nie są tzw.: „praniem mózgu”, gdzie próbuje się wiele treści na raz wpoić słuchaczom do głowy. Nie można też o nich mówić, że są sposobem wyciągania na wierzch wszelkich, „ludzkich brudów", po to tylko, aby nas poniżyć i ośmieszyć. W rekolekcjach też nie można upatrywać chęci wyżywania się kaznodziei na słuchających go wiernych, lub też formy tzw.: „głaskania ich”, aby chętniej na nie przychodzili. Rekolekcje nie są również po to, abyśmy mogli spełnić swój chrześcijański obowiązek i wziąć udział w praktyce, którą Kościół nakazuje wypełnić. Nie powinno się na nie uczęszczać tylko dlatego, że będzie okazja posłuchać kogoś innego, lub oczekiwać, że rekolekcjonista w swoich naukach powie coś interesującego i oryginalnego. Podobnie jest z motywacją, jaka powinna nam towarzyszyć w pójściu do Kościoła na rekolekcje. Otóż na rekolekcje nie możemy przychodzić z ciekawości, w poszukiwaniu sensacji lub też w chęci upojenia się pięknem wymowy i kunsztem oratorskim kaznodziei. Nie wolno nam również traktować ich czysto zewnętrznie. Sama obecność, słuchanie nauk i przystąpienie do sakramentu pokuty nie wystarczą, choć stanowią pewne minimum.
W tym kontekście warto sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wielu nie bierze udziału w rekolekcjach świętych? Co powoduje, że nie czują w ogóle takiej potrzeby?
Myślę, że główną przyczyną jest zanikanie życia religijnego w polskich rodzinach. Coraz częściej zauważa się, że u wielu ludzi sprawy religii i wiary schodzą na dalszy plan życia. Nie mówi się o nich, nie rozmawia, traktuje jako drażliwy temat i chowa gdzieś w zakamarkach ludzkiego serca. Tak samo jest z rekolekcjami. Czyż można oczekiwać, że przyjdzie na nie człowiek, który żyje z dala od Boga i Jego spraw? Czy rzeczywiście mają one jakieś znaczenie dla tych, którzy wiecznie nie mają czasu, są zabiegani i mają zawsze tysiące spraw na głowie? Czy rekolekcje przyprowadzą do kościoła ludzi pochłoniętych tylko i wyłącznie gromadzeniem dóbr doczesnych, dorabiających się bogactw i pomnażających swoje majątki za wszelką cenę; ludzi wykorzystujących swój status społeczny, żerujących na krzywdzie ludzkiej i żyjących w sprzeczności z prawem Bożym?
Myślę, że nie zobaczymy na rekolekcjach również i tych, którzy do spraw wiary podchodzą obojętnie i lekceważąco, twierdzą, że nie mają grzechów, nie potrzebują nawrócenia i nie trzeba ich pouczać, jak mają żyć. Nie zobaczymy też na nich ludzi zbuntowanych, obrażonych na cały świat, wiecznie niezadowolonych, mających o sobie wielkie mniemanie i pełnych pogardy dla innych. Słowem, rekolekcje nie pociągną do kościoła, ani wielkich tego świata, którzy opływają w dostatek, ani nędzarzy, którzy nie mają nic. Nie znajdą się tu również ludzie przeciętni, dla których życie religijne jest jedynie dodatkiem do smutnej rzeczywistości życia.
Komu więc są potrzebne rekolekcje i po co je odprawiać, jeśli tak dużo jest ludzi, którzy na nie i tak nie przyjdą?
Odpowiadając sobie na to pytanie, trzeba od razu zaznaczyć, że w dzisiejszych czasach nie można liczyć na tłumy, na pełne kościoły wiernych, którzy z miłości do Boga przyjdą do naszych świątyń, aby wziąć udział w rekolekcjach świętych. Wielu ludziom i to niestety katolikom, coraz częściej brakuje wewnętrznej motywacji i chęci do spotkania się z Bogiem w modlitwie, w Eucharystii i w sakramencie pojednania.
Tymczasem rekolekcje święte, a zwłaszcza wielkopostne, to czas mojego osobistego spotkania z Bogiem. Uczestnicząc w nich otwieram się na działanie Boga, który chce coś do mnie powiedzieć, pouczyć mnie, jak mam dalej żyć, jak postępować, by to moje życie było prawdziwie chrześcijańskie. Rekolekcje święte odprawiam po to, by spojrzeć w siebie, zobaczyć stan mojego serca i duszy, aby poszukać odpowiedzi na pytania, które wciąż sobie zadaję. Uczestnictwo w rekolekcjach skłania mnie do refleksji, pomaga stanąć w prawdzie przed Bogiem i odsłonić przed Nim całą moją grzeszność. Człowiek wiary najlepiej rozumie, że sam, o własnych siłach nie jest w stanie podźwignąć się ze swoich upadków, potrzebuje więc nawrócenia. Rekolekcje mają właśnie taką moc. Jeśli ktoś autentycznie je przeżywa szybko zauważy, że w jego sercu dzieje się coś bardzo ważnego, coś co zmienia go wewnętrznie i otwiera na innych. Rekolekcje są też po to, aby „oderwać” człowieka od jego ziemskich przywiązań, a zbliżyć bardziej do spraw Bożych. Dlatego też tak wiele w naukach rekolekcyjnych mówi się o modlitwie, o pojednaniu z Bogiem i osiągnięciu zbawienia. Czas świętych rekolekcji może uleczyć nasze serca, poruszyć sumienia i oczyścić z grzechów nasze nieśmiertelne dusze. Wszystko jednak zależy od naszej decyzji. Kto ją podejmie i wykona, kto rozumie potrzebę odprawienia rekolekcji świętych, tego nie trzeba specjalnie zapraszać do kościoła.
Rekolekcje więc są tylko dla niektórych, a nawet powiedziałbym dla wybranych. W większości przychodzą na nie ludzie, których zawsze można spotkać na niedzielnej Mszy św. czy też u spowiedzi z okazji pierwszego piątku miesiąca. Czasem jednak, i to jest zadawalające, przyjdzie na nie, jakaś zagubiona owieczka, lub młody człowiek, która szuka swego miejsca w życiu.
Trzeba mieć świadomość konieczności ciągłego naszego nawracania się, wewnętrznej przemiany i zerwania z grzechem. Pamiętajmy, że my ludzie wiary całe życie odprawiamy rekolekcje, a każdy dobrze przeżyty dzień, pokonany grzech i uczynione dobro, to właśnie owoce tego błogosławionego czasu.
Opracował Andrzej /Nasz Kościół - nr 226 - Luty 2012/
Dodano: 04.03.2015 r.
